Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 429 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

DYKTATOR i przyszłość

niedziela, 04 listopada 2012 22:51

 

   Tradycyjnie już, kiedy księżyc w pełni, dyktator odwiedził naczelną wróżkę Archipelagu, by odkryła przed nim tajemnice przyszłości. Kiedyś nie musiał tego robić, bo miał magiczne lustro, które odpowiadało na jego pytania. Niestety, kiedyś doszło do nieszczęścia.
- Lustereczko powiedz przecie, kto jest najcudniejszym władcą na świecie...
- Hm... - mruknęło lustro.
- Lustereczko! - dyktator okazał pierwsze objawy zniecierpliwienia.
- Na świecie, czy Archipelagu? - dopytało lustro.
Dyktator machnął ręką. Co tam świat, kiedy można rządzić swoim własnym archipelagiem, choćby nie wiadomo jak małym.
- Oczywiście, że na Archipelagu. Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, kto jest najcudniejszym władcą Pieśli. Teraz i w przyszłości... Kogo kochają ludzie zwyczajni, prości...
- Hm... - mruknęło lustro - Ty Panie, jesteś najcudowniejszym władcą wysp siedmiu, choć jest również...
Tej wypowiedzi lustro nie zdążyło skończyć. Dyktatora poniosło, diabli wzięli lustro i teraz musiał chodzić do wróżki, która nie odpowiadała tak szczegółowo na pytania. Zresztą w tej szklanej kuli niewiele było widać.
- I co? - zniecierpliwiony dyktator ponaglił staruszkę.
Pomarszczone dłonie podniosły kulę. Wielkie oczy przez szkła grubości denka półlitrówki wpatrywały się w nią z niedowierzaniem.
- Widzę... mgłę. Przyszłość jest niepewna. Pojawiły się zmienne, które mogą wpłynąć na układ gwiazd. Zmienne koleje losu.
Dyktator przygryzał nerwowo palce. Jeszcze nigdy nie usłyszał tak złowróżbnych słów.
- Mgła i ciemności. Niepewność i strach. I coś jeszcze. Coś słyszę - staruszka potrząsnęła kulą i przyłożyła ją do ucha - śmiech...
Dyktator poczuł na plecach zimny pot. Podświadomie właśnie tego się obawiał.
- Śmieją się... oni się śmieją - krzyknęła wróżbitka wypuszczając kulę z rąk. Z głuchym łoskotem magiczny przyrząd uderzył w ziemię i wtedy nawet on to usłyszał... Śmiech. Zwyczajny śmiech...

 

literat
c.d.n.

 

Wszystkie odcinki "Dyktatora siedmiu wysp"


* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ANTYDYKTATOR - zemsta władcy

piątek, 02 listopada 2012 10:37

 

Krztur rwał sobie włosy z już i tak niemal łysej głowy. Kurier dostarczył mu przesyłkę i zniknął, nie czekając nawet na pokwitowanie. Prawdopodobnie spodziewał się wybuchu złości, zupełnie zresztą w tych warunkach uzasadnionego.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa - zaryczał jak zranione zwierzę rzucając na stół wydania konkurencyjnych gazet - no niech go szlag! Lata walki z ustrojstwem, machlojami, przekrętami i złą władzą, a teraz musi czytać, że... jest kłamcą, manipulantem, bandytą i Bóg wie czym jeszcze...
- Że im to, cholera jasna, przez gardło przejść potrafi - pomyślał wyciągając z lodówki opakowanie lodów czekoladowo-wiśniowych. Ta słabość kosztowała go ostatnio dobre cztery kilo. On zbiera cięgi, a Słaumi spokojnie opala swoje szczupłe ciało na jednej z plaż archipelagu. On walczy na pierwszej linii frontu, a ona zajmuje się malowaniem paznokci i plotkowaniem na forum kobiet wyzwolonych. On zbiera cięgi, a ona... W pierwszym odruchu chciał do niej zadzwonić, ale nie. Nie będzie się przecież żalić.
- Niech ich szlag - pomyślał po raz kolejny i zasiadł do pisania. Tersza kłamała przed Wielką Ławą, poświadczała nieprawdę na pałacowych papirusach i bezczelnie fałszowała archiwa. Kłamstwa i manipulacje to jej domena, ale ma czelność oskarżać o nie innych. Bezczelność tej baby doprowadzała go do szewskiej pasji.
- Aaaaaaaaaaaaaa - raz jeszcze uwolnił nadmiar energii i usiadł za biurkiem. Kiedy był w takim bojowniczym nastroju pisał najlepsze, porywające ludzi płomienne teksty. Na papier przelał całą swą złość. Z zapałem obalał zarzuty, wyjaśniał wątpliwości, przedstawiał problemy i uderzał w przeciwników. W pocie czoła budował zdania wielokrotnie złożone relacjonując prawdę. Kiedy skończył, spojrzał na swoje dzieło i... roześmiał się szczerze. Zmięty papier wylądował w koszu, a on po raz pierwszy tego dnia odetchnął głęboko.
- Nigdy nie kłóć się z głupim, bo ludzie nie zauważą różnicy - powiedział głośno zdanie, które od najmłodszych lat powtarzała mu matka. Rozłożył na stole "Głos Pieśli" i "Gazetę poglądową". Na to wszystko rzucił ostatnie wydanie "Przeglądu archipelagu".
- I wszystko jasne - mruknął wstukując na swojego bloga zaledwie krótki tekst. Przecież temat został opisany ze wszystkich stron. Niech ludziska sami wyciągną wnioski. Wszystkich przekonać do swoich racji nie można. Niektórzy po prostu lubią dyktatorski styl, dwory, koterie, układy, przywileje i rodzinne koligacje. Inni nie chcą uwierzyć, że dyktator siedmiu wysp jest aż tak nieprzyzwoity. To im się po prostu nie mieści w głowach i sami zakładają sobie kajdany. Człowiekowi niby ich żal, ale z drugiej strony... jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.
Antydyktator odwrócił myśli od polityki sięgając po swoją ulubioną książkę o wojowniczce Achai. Już po kilku minutach był całkowicie pogrążony w lekturze, całkowicie oderwany od otaczającej go rzeczywistości archipelagu.

 

literat
c.d.n

 

Wszystkie odcinki "Dyktatora siedmiu wysp"

 

* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

DYKTATOR i prawda

środa, 31 października 2012 8:08

 

Wydruk próbny wylądował na biurku Stakora o siódmej rano. Krztur podłożył się modelowo, trzeba było to wykorzystać. Dyktator nie zwykł zostawiać takich rzeczy przypadkowi. Właściwie korciło go, żeby samemu napisać teksty, ale wiedział, że informacja o tym prędzej czy później ujrzałaby światło dzienne. Nie chciał ryzykować, więc ograniczył się jedynie do wydania instrukcji. Teraz oglądał wstępne efekty realizacji zadań. "Gazeta poglądowa" ujęła temat dobrze, ale "Głos Pieśli" zrobił to jeszcze lepiej.
- Pięknie! - szepnął w zachwycie totumfacki przeglądając wydruki - Pięknie!
Z miny dyktatora można było wyczytać, że jest innego zdania.
- Można to zrobić lepiej - stwierdził krótko. Prowadzący oba biuletyny drżąc kulili się w kącie pałacowego gabinetu - Nie prosiłem o zgłębianie tematu, tylko, o krótki i jasny przekaz. Krztur to przestępca! Koniec. Kropka.
- Ale fakty... - próbował oponować Jacszyp.
- Faktami będą się zajmować historycy. Przekaz ma być prosty, jasny i czytelny. Zmienić tytuł, wyrzucić wypowiedź... Ja mam was tego uczyć? Macie zniszczyć gnojka raz na zawsze.
- A pozory? Musimy zachowywać pozory - resztkami sił opierał się naczelny "Gazety poglądowej".
- Zachowuj pozory gdzie indziej - dyktator w krótkich słowach pozbawił szefa gazety resztek godności - tu masz wykonywać polecenia.
Tersza na wszelki wypadek siedziała cicho. Nie wiedziała, czy władca jest zadowolony, bo to własnie ona wywołała temat. Z jednej strony skompromitowała władcę, z drugiej pogrążyła jego rywala. Pytanie tylko, co dla niepodzielnie panującego będzie ważniejsze. Jej lukratywne stanowisko wisiało na włosku, a z nim przyszłość całej rodziny. Akurat dyktator spojrzał na nią surowo. Jakby potrafił czytać w myślach. Zmarszczył brew, ale po chwili westchnął cicho i odpuścił.
- Żadnych zmian. Nie ugniemy się pod przestępczą nagonką opozycji! Nie damy gnidom satysfakcji. Zrobimy taki szum, który zagłuszy sedno sprawy. A w pamięci ludu pozostanie jedno. Krztur to przestępca! Kłamca! Oszust! Manipulant!
Jacszyp poruszył się niespokojnie, ale nie odezwał się ani słowem. Przecież kim on jest, żeby wdawać się z dyktatorem w dyskusje o prawdzie i moralności. Praca może jest podła, ale jest. Wychylać się nie ma sensu. Za to Tersza wyraźnie się ożywiła.
- Mojego syna nazwał złodziejem! Złodziejem! Mężowi odebrał dobre imię i co gorsza powóz. Wreszcie odpowie za nieuzasadnione ataki i szkalowanie mojej nieskazitelnej rodziny - najwyraźniej zaczynała wierzyć we własne słowa.
- Co za hipokrytka - pomyślał Jacszyp, ale przezornie siedział w ciszy i pustym wzrokiem wpatrywał się w przestrzeń - co ja tutaj robię? Jego najbliższa współpracowniczka nie wytrzymała presji, rzuciła tę robotę i opuściła archipelag. Monpac słynęła z tropienia afer podobnych do tej nagłośnionej przez Krztura, a nie ich tuszowania. Nic dziwnego, że nie wytrzymała... Zastąpili ją inni, mniej niezależni, a bardziej spragnieni złota, którym skąpo dzielił dyktator.
- ... społeczeństwo powinno okazać brak akceptacji wobec takich jednostek - kontynuowała monolog Tersza.
Władca archipelagu siedmiu wysp przerwał to wystąpienie niedbałym gestem i skreślił jeszcze kilka słów na próbnych wydrukach.
- Można drukować - przyzwolił łaskawie i zupełnie niezainteresowany już przedstawicielami prasy zajął się swoimi sprawami. Oni zaś w ciszy, nie zwracając na siebie uwagi, opuścili gabinet. Jacszyp z ponurą rezygnacją, Tersza ze złośliwym uśmiechem na twarzy. Za drzwiami nie zamienili nawet jednego słowa. Nie było już nic do dodania.

 

literat
c.d.n

 

Wszystkie odcinki "Dyktatora siedmiu wysp"

 

* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

DYKTATOR i media...

poniedziałek, 29 października 2012 13:56

 

   Kamłys, redaktor naczelny "Przeglądu archipelagu" wsunął ołówek za ucho i zapalił papierosa. Z przyzwyczajenia przetarł brodę ręką i podjął decyzję. Czas najwyższy pogadać z dyktatorem. Znaczy się umówić na wywiad. Niepodzielny władca siedmiu wysp kocha prasę i namiętnie udziela jej wywiadów. Oczywiście pod warunkiem, że jest to prasa, którą trzyma w żelaznej pięści. O tak. Najlepiej pracują niewolnicy, którzy czują łańcuch na szyi i bat poganiacza.
Popiół spadł na stół. Naczelny dopalił papierosa, westchną ciężko i podniósł słuchawkę. "Przegląd archipelagu" od lat był cieniem w idealnym świecie dyktatora, publikującym rzeczy, o których władca wolałby zapomnieć. Zamiecione pod dywan i  zamknięte w szafach nie ujrzałyby światła dziennego gdyby nie upierdliwość Kamłysa. Bo naczelny wciąż pozostawał niezależny i nie pozwolił sobie nałożyć łańcuchów.
- Sekretariat dyktatora siedmiu wysp, niepodzielnego władcy archipelagu Pieśla, jedynego...
- Kamłys, "Przegląd archipelagu" - przerwał przydługi wywód naczelny i od razu przeszedł do rzeczy - chciałbym się umówić z dyktatorem na wywiad.
W słuchawce zapadła cisza.
- Powiedział Pan, że kogo reprezentuje?
- "Przegląd archipelagu"
Tym razem cisza przedłużała się tak długo, że naczelny postanowił chrząknąć, żeby przypomnieć o swojej obecności.
- Łączę z biurem propagandy - powiedział uprzejmie damski głos i zanim Kamłys zdążył zareagować w słuchawce wybrzmiały pierwsze takty szlagiera "nasz dyktator".
- Biuro propagandy dyktatora siedmiu wysp, niepodzielnego władcy archipelagu Pieśla, jedynego źródła prawdy, prawa i dobrobytu, naszego miłościwie...
- Tak, tak - naczelny opamiętał się i przerwał słynny, pałacowy monolog - Kamłys, "Przegląd archipelagu", chciałbym się umówić na wywiad z dyktatorem...
- No wie Pan, dyktator jest bardzo zajęty.
- Zdaję sobie sprawę, dlatego proszę o wyznaczenie dowolnego terminu, a ja stawię się niezawodnie.
Chwila ciszy.
- A może wpadnie Pan do pałacu na kawę i herbatniki? Są pyszne, gwarantuję, bo sama piekłam. Porozmawiamy sobie o życiu i perspektywach.
- Obawiam się, że się nie zrozumieliśmy - dość ostro przerwał Kamłys - interesuje mnie wywiad z dyktatorem, nie z Panią.
Znów cisza.
- Dyktator jest zajęty. Rozumie pan. Rozkazy, polecenia, raporty, interwencje, kary - znacząco zmieniła ton głosu - ponadto audiencje, spotkania, zespoły i podzespoły.
- No cóż...
- Może więc jednak przyjdzie Pan do nas na kawę i ciasto...
- Raczej nie, dziękuję. Poczekam na audiencję u jaśnie panującego.
Chwila ciszy.
- To może długo potrwać i może się Pan nie doczekać. Kto wie, czy pożyje Pan tak długo?
Twarz Kamłysa wykrzywił lekki grymas.
- No cóż, zaryzykuję. Proszę dać znać jak dyktator znajdzie dla mnie czas - stwierdził krótko naczelny i po podaniu swojego numeru odłożył słuchawkę.
Najwyższy był czas. Zjedzona rano kanapka z tuńczykiem albo sama rozmowa przyprawiła go o odruch wymiotny. Z trudem opanował to uczucie i wyciągnął kolejnego papierosa. Teraz można zająć się pracą. A wywiad z dyktatorem? Z pewnością opublikuje go "Gazeta poglądowa", oczywiście bez niewygodnych pytań. Ale to już nie problem naczelnego.

 

literat
c.d.n.

 

Wszystkie odcinki "Dyktatora siedmiu wysp"

 

* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

DYKTATOR

piątek, 26 października 2012 7:24

 

Historia toczy się tu i teraz, a może zupełnie gdzie indziej i znacznie wcześniej. Niektórzy twierdzą, że nigdy nie miała miejsca, bo skryba, który powieść przelał na papier nie zaznaczył tego wyraźnie. Ze względu na brak jakichkolwiek wskazówek wszystko pozostaje w sferze naszych domniemań i domysłów.

To opowieść o niezwykłym archipelagu Pieśla i dyktatorze jego siedmiu wysp: Ko, Ce, Sz, Br, Ka, Bz i Da, o walce o władze, wpływy, pieniądze i przywileje. Historia jak zwykle to bywa nie ma wyraźnego początku i końca. Ot, zwyczajnie kołem się toczy. Równie dobrze możemy więc zacząć snuć naszą opowieść dokładnie w tym miejscu...

 

Stakor, dyktator siedmiu wysp, trzasnął pięścią w stół uciszając wszystkich zebranych w pałacowej sali. Nie dało się ukryć, że był wściekły.

- Ten.. ten... - ze zdenerwowania dyktator zapomniał słów - ten...

- Niegodziwiec - usłużnie podpowiedział Jerkra, jego totumfacki.

- Niegodziwiec! Ten...

- Nikczemnik! Nędznik! Łotr! Podlec! - Jerkra wyraźnie się rozkręcał.

Znów huknęło, kiedy dyktator walnął w stół.

- To musi się skończyć! W normalnych warunkach kazałoby się gnojka ściąć lub rzucić lwom na pożarcie.

- Nie mamy lwów... - wtrącił Jerkra.

- Można z zoo pożyczyć. Nie w tym rzecz. Trzeba się typa pozbyć - raz na zawsze. Tylko zamiast metod prostych i "tradycyjnych", musimy to zrobić w sposób... cywilizowany.

Dyktator zmarszczył brew. Podwładni zamarli widząc zamyślonego wodza. W napięciu oczekiwali na rozkazy, które z pewnością zaraz wyda. Jego odwieczny rywal, Krztur, tym razem przesadził obsmarowując dyktatora i jego najbliższych współpracowników w lokalnym szmatławcu. Zresztą "Przegląd Archipelagu" raz za razem, opluwał wodza. Tym razem Krztur i jego drużyna wojów będzie jednak musiała ponieść konsekwencje. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że Stakor tak tego nie zostawi. Napięcie na sali osiągnęło już punkt graniczny, gdy dyktator westchnął cicho.

- "Głos Pieśli" i "Gazeta Poglądowa" muszą przedstawić prawdę - wydał wyrok - lud prosty naszych wysp musi poznać prawdę o krętactwach i machlojach tej zbieraniny. Nie mogą dłużej stanowić dla mnie zagrożenia... eeee... znaczy się zagrożenia dla ludu i całego archipelagu.

Dyktator wstał od stołu i podszedł do okna. Widok rozcierający się na ocean i wyspy rozrzucone na nim niby krowie placki zawsze go uspokajał.

- Moje... Moje królestwo. Mój skarb... - wyszeptał tak cicho, że nie usłyszał go nikt z poddany. A głośno dodał - Ograniczenia. Wieczne ograniczenia... Zawiadomić służby bezpieczeństwa. Niech też wezmą drani w obroty.

- Ale o czym mamy zawiadomić? - zapytał naiwnie ktoś z poddanych.

Złośliwy grymas wykrzywił twarz dyktatora.

- Jest człowiek, paragraf też się znajdzie - syknął - na wszelki wypadek zawiadomcie służby o wszystkim. O tym co wiecie, o tym czego się tylko domyślacie i o tym, co potraficie wymyślić. Niech się do niego dobiorą...

- Dobra decyzja, mój Panie - stwierdził totumfacki - nawet jak nic nie znajdą, to przynajmniej będą go męczyć. A i na widok narzędzi tortur ludzie miękną i mówią różne rzeczy...

- Otóż to, mój przyjacielu - uśmiechnął się dyktator, po raz pierwszy tego poranka - otóż to. A i można to wszystko zręcznie opisać... Nie będzie się bandzior poparciem ludu cieszył.

Ludzie odetchnęli z ulgą, lecz w tej samej chwili wzrok dyktatora siedmiu wysp padł na leżący w kącie, wymięty egzemplarz "Przeglądu archipelagu". W ciągu ułamków sekund przez twarz dyktatora zmieniła się nie do poznania.

- Znaleźć każdy dostępny egzemplarz tego szmatławca! Zniszczyć je. Spalić! - krzyknął przeraźliwie - Na co czekacie?! Wynosić się!!!

Ludzie rozpierzchli się natychmiast. Kiedy za ostatnim z podwładnych zamknęły się drzwi, Stakor usiadł za wielkim biurkiem i ukrył twarz w dłoniach.

- Jak on mógł? - szlochał cichutko.

Jerkra podszedł do niego, objął wodza czule i szepnął do ucha.

- Przetrwaliśmy gorsze burze, przetrwamy i tą. Krztur skacze jak pchła na uwięzi, miota się jak pies na łańcuchu, ale to ty jesteś dyktatorem. To my mamy władzę...

Dyktator podniósł głowę, spojrzał na niego i uśmiechnął się przez łzy.

- To ja mam władzę... - szepnął.

 

c.d.n.

literat

 

* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

POWIEŚĆ W NOWEJ KATEGORII

piątek, 26 października 2012 7:11

 

   Nie raz publikowałem na blogu opowiadania, tym razem przyszedł czas na powieść w odcinkach. Żeby łatwiej było ją odnaleźć w gąszczu informacji stworzyłem nową kategorię, w której będą publikowane kolejne fragmenty. Można ją wybrać z menu kategorii pod tytułem bloga "Nasze miasto Piekary Śląskie". Nazwa kategorii to "Dyktator", od fragmentu tytułu powieści literata "Dyktator siedmiu wysp". Opowiadania są fikcyjne, a wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń istniejących na prawdę jest przypadkowe.

 

Dyktator siedmiu wysp - kategoria "dyktator"

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  2 971 096  

O mnie

Krzysztof Turzański

Piekarzanin. Politolog.
Twórca i wydawca
"Przeglądu Piekarskiego"
Społecznik.
Jeden z założycieli
Projektu UMWETU.
Piekarski Radny.

Związałem się z Piekarami Śląskimi, a owocem tego związku stał się wpierw Przegląd Piekarski, a następnie ten blog, na którym przyglądam się wszystkiemu co dzieje się w naszym mieście. Na ile to możliwe - nie tylko opisuję otaczającą mnie i moją rodzinę rzeczywistość, ale staram się także ją kształtować w ramach społecznego projektu UMWETU.

kontakt:
0509-234-972
e-mail: turzanski-pp@o2.pl

O moim bloogu

Ten blog to miejsce, w którym piszę o wszystkim co dzieje się w naszym miescie - Piekarach Śląskich. Od spraw najdrobniejszych, po "wielką politykę". A Państwo swobodnie komentujecie wszystkie wydarze...

więcej...

Ten blog to miejsce, w którym piszę o wszystkim co dzieje się w naszym miescie - Piekarach Śląskich. Od spraw najdrobniejszych, po "wielką politykę". A Państwo swobodnie komentujecie wszystkie wydarzenia i opinie. Blog był eksperymentem, a stał się jedyną w mieście platformą wymiany poglądów, uwag i argumentów w wszelkich interesujących Was sprawach. Wiele osób zaczyna dzień od sprawdzenia co nowego na blogu, a licznik odwiedzin co miesiąc wzrasta o ok. 20 000 odwiedzin. Dziękuję za zaufanie i zapraszam ponownie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2971096
Wpisy
  • liczba: 3273
  • komentarze: 21353
Bloog istnieje od: 3808 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031