Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 470 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

DYKTATOR i Cidrusy oraz DYKTATOR - w pałacu (wersje alternatywne)

niedziela, 04 listopada 2012 9:52
Skocz do komentarzy

 

Niepokojące wieści doszły Stokora w środę. Z daleka, już zapomniał o tej krainie. Potężny jednowładca na zewnątrz był ot takim sobie karzełkiem wzbudzającym raczej pośmiewisko niż strach. Pieśla już niby się wyzwoliła, Dyktator robił co chciał było jednak małe ale... kasa. Pieśla wciąż żyła z jałmużny. Kasa a nie wymiana międzyplemienna była potrzebna. Stakor od lat blokował odbudowę prastarej Lipnej drogi z Cidrusów do Pieśli.
- Za swoje róbcie, a jak na mojej ziemi zrobicie ja przekopać droge każe, bo MOJE - żartował a wokół wszyscy się śmiali (ha! śmiali by się nie śmiać!).
Kasę mają dostać Cidrusy, na pieślanskie pieniądze, jeden wielki glomb kapuchy. Na trakt jakiś krzywoński czy coś tam.
- Mapy, gdzie ten trakt - powiedział Stakor.
Nie czekał długo, usłużni współpracownicy, jeszcze niczego nie świadomi, rozpostarli płachty ...
Paluszek Armanda, kilka innych paluchów pokazało właściwe miejsce na mapie, tylko Jerkra wskazał na legendę mapy, rzeczywiście była tam kreska a obok napis trakt.
Nie wiadomo kto pierwszy przesunął paluch ciut na prawo. Nagle wszystko zawibrowało, dotąd uśmiechnięci podwładni zamarli, paluszki zesztywniały. Jak się wyprzeć swojej ręki - przeleciało im przez głowy.
Gniew i strach. Otworzył usta Stakor i rozległo się:
- GAAAJE GAAAAAAJE OLIWNE! SPIIIIIIIIIIIISEEEEEEEEEEEK!
Stało się jasne. Te głupie reklamówki Cidrusów z Kitajcami, te lektyki, błota. To była zmyła. Oszustwo. Dzięki zapomnianemu Stechynowi Cidrusy budują trakt wprost do stakorowgo GAJU! To GAJ jest ich celem!
- O mój paluszek ma 50 centymetrów - wciąż studiował podziałkę mapy Jerkra.

lit 1



* * *



Armand siedział na kolanach Margawa i oczyma przepełnionymi melancholią wpatrywał się w horyzont przeorany kominami brudnych dachów. "Dlaczego tak się dzieje?" myślał "ciągle gdzieś jestem z tyłu, z boku, robię co mogę a ON tego nie docenia..". Delikatne głaskanie po szyi i dmuchnięcia jakimi pieścił go przyjaciel tym razem wzbudzały irytację zamiast ukojenia. Nerwowo odepchnął dłoń błądzącą po policzku. Margaw zatroskany zanurzył się w błyszczących oczach mężczyzny który od zawsze był dla niego kimś o wiele więcej, więcej niż.. sam nie potrafił tego nawet nazwać.
 -O czym myślisz? - zapytał ostrożnie, odczekawszy chwilę.
 Armand zatopiony we własnych myślach zdawał się nie go słyszeć. Wstał i powoli wyszedł przed biurko za którym siedzieli. Przeszedł wolno kilka kroków, zwinął dłonie w pięści i niskim, charczącym głosem począł wyrzucać cały ogromny żal jaki trawił mu wnętrzności bardziej i bardziej, z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, aż doszło do tego, że przetrwanie kolejnego dnia w tej nieznośnej świadomości własnego bytu było niemożliwe.
-Mar.., Mar.., czy Ty nie rozumiesz? Nie widzisz? Jestem trupem.. Trupem po dwakroć.. Jeśli ta świnia, ten KrzŚWIŃ, wygra wybory...
 -Nie, to niemożliwe.
 -NIE PRZERYWAJ! Będę skończony. Ale nie to jest najgorsze. Tyle lat, tyle lat.. Jestem najlepszym paplaczem jaki mógł mu się trafić. Nie mam swoich poglądów, nie mam żadnych opinii, nie zatrułem się żadną wizją. Jest tylko jedna prawda, ta którą ON myśli a której ja nadaję formę. Wiesz, że ON teraz nawet nie poprawia, nie skreśla, nie krytykuje? Mar.. moje teksty są idealne. Stakor nie ma bardziej oddanego człowieka, nie ma. Nie może mieć. Czy ja miałem kiedyś wogóle ideały? Sprzedane! I za co!? Za te miske soczewicy!! Ciągle tkwię tutaj, żadnych perspektyw, żadnego awansu. Pieniądze.. Żałosne to wszystko.
-Mysłałem, że lubisz pracować tutaj. Pracujemy w końcu razem. No, Ar.., Ar.. - Margaw uniósł ręce na wysokość twarzy i dłońmi zaczął wykonywać ruchy podobne do "kosi, kosi łapki".
 -Przesssstań! -wysyczał- Jeszcze ta Szachownica. "Pora by Ci ktoś pomógł" powiedział, tak mi powiedział. A wiesz co ja myślę. Myślę, że to jest drogowskaz. Nic nie znaczę więc nie będzie sentymentu. Wiesz kim jest facet Szachownicy? Wiesz prawda?
 -Tak wiem, ale...
 -Nie, drogi Mar, tu nie ma żadnego ale. Ani ja ani ty nie dajemy gwarancji kontaktu z kimś jego pokroju. A co za tym idzie jesteśmy zerami. A ona. Cóż, ona ma to właściwe nazwisko. Dlatego mój drogi Mar, po dwakroć, po dwakroć jestem trupem.
 Zapadła cisza. W powietrzu wisiały słowa których wypowiedzenie stanowiło by zniszczenie tego świata w którym żyli, który stworzyli, który utrzymywali wykorzystując umiejętnie ulubione przez Stakora działania. Donosili, szkalowali, obwawiali, kłamali, łamali prawo. Jak zakazane, nieodwracalne zaklęcia wisiały więc wyryte w niewidzialnym eterze słowa zdrady. Zdrada. Taaak, łatwa i rozwiązująca tyle problemów. Ale kto, kto jest po drugiej stronie? KrzŚWIŃ, nie nawet na sekundę nie. Kłopotek? Boi się własnego cienia, konformista który nie ruszy dupy do chwili wyborów. Może Marchwiak? No, Marchwiaka Stakor się chyba boi. Rzucił go na tylny pokład, a tam mu trudniej nawigować po archipelagu. Tak, coś w tym jest. Zresztą Marchwiak jakiś nerwowy się zrobił ostatnio. Koniecznie muszą z nim porozmawiać.
Za szkłem drzwi do pokoju poruszył się cień postaci. Margaw uświadomił sobie, że cień był tam przez cały czas. Poczuł jak zimny pot występuje mu na skronie. Newrowo syknął w kierunku Armanda wzrokiem wskazując mu drzwi. Ar dostrzegł niebezpieczeństwo. Jednym skokiem znalazł się przy nich i szarpnięciem otworzył na oścież.
 -Jee.. Jeroona. Moje pierniki, zapomniałam zabrać.. Chciałam przynieść..- Anmisa szukała wątku.
 Armand spojrzał na stół. Stał tam talerzyk z piernikami, stał od samego rana.
 -Hmm, kłopocik z pamięcią. Przyniosłaś rano przecież. Ha, ha. Ale nic nie szkodzi. Pierniczki pycha, paluszki lizać. Prawda Mar?
 -Muszę zadzwonić - skwitowała szybko i obróciła się w kierunku własnego pokoju.
Paplacz pchnął drzwi które trzasnęły i łopotały jeszcze chwilę wydając dzwięk wzmagający poczucie strachu który wpełzał teraz między futrynami mrożąc umysły.
 -Ciekawe ile słyszała?
 -Obawiam się, że wszystko- mruknął Margaw.
W tym samym momencie za szybą drzwi w ułamku sekundy przemknał ten sam cień. "A myślałem, że gorzej nie będzie". Armand odczekał trzy sekundy i cicho wyszedł na załamujący się tu korytarz. W oddali zobaczył jak Anmisa z niezwykłą jak na jej warunki prędkością doskakuje do szklanych drzwi gabinetu. Wrócił za biurko i ciężko opadł na fotel. Odczekał kilka chwil łapiąc oddech.
 -Już tam jest - powiedział cicho a w tym samym momencie zadzwonił telefon. Stalowy wyświetlacz wyrzucił złowrogą nazwę. Dzwonił DYKTATOR. Mokra dłoń podniosła w końcu słuchawkę.
 -Stakor. Przyjdź do mnie - twardy trzask oznajmił koniec zdania.
Armand poluzował szalik i zaczął ze świstem łapać powietrze. Zebrał siły i poderwał się w nagłym przypływie euforii. Kilka kartek niechętnie opadało teraz na podłogę a niedopita herbata ogarniała plamą numer Przeglądu archipelagu. Zmiął pośpiesznie gazetę i rzucił do najniższej szuflady biurka. "Działać, bronić, atakować.." myśli kłębiły się w jego głowie wypierając logikę a ustępując emocjom. Bo gdyby tylko udało mu się odwlec tę rozmowę o przynajmniej godzinę, gdyby nie odebrał, uciekł, gdyby wyłączył telefon, gdyby dał sobie czas. Ale on ruszył za szklane drzwi a to oznaczało, że dyktator dostał to czego chciał.
Zapach krwi wisiał w powietrzu a wyostrzone zmysły Stakora napędzały już instynkt oprawcy. Asystentki matowym wzrokiem wskazały uchylone drzwi. Ar przełknął ślinę i dotknął pierwszej klamki. Druga, trzecia, czwarta. Podwójne drzwi kajuty dyktatora zatrzymywały nadzieję. Po drodze w kilkunastocentymetrowej śluzie Armand poczuł się nagle nagi i całkowicie bezbronny. Jeszcze dwa małe kroczki, poszukiwanie JEGO oczu i ta obezwładniająca niepewność, co dalej. Siadać, nie siadać, krok do przodu czy stanąć w miejscu, czekać, ale na co..
Zimne skrzypienie pióra rozciągało obrzydliwe oczekiwanie w wieczność. Mijała sekunda za sekundą a Ar skupiał się już tylko na walce z własnymi jelitami. "Niech to się już skończy, niech się skończy, no niech się skończy.." Stakor powoli odłożył pióro i rysie oczka podniosły się na paplacza. Sucha twarz nie zdradzała emocji, a słusznych rozmiarów wąs zdawał się być wyrzeźbiony i nieomal martwy pod kostropatym nosem. Cienkie, zaciśnięte usta trzymały na wodzy słowa którymi dyktrator delektował się w myślach od kilku minut.
 -Dzzzień dobry- Ar wiedział, że cokolwiek zrobi, nie zmieni to jego beznadziejnej sytuacji - Miałem przyjśc.
Powoli, z wyraźną pogardą, usta dyktatora otworzyły się w prawie niewidzialną szczelinę. Podniesiony wąs starczał teraz ostro przyciętymi końcówkami. Powoli, z wyraźną satysfakcją osiągniętego efektu Stakor zaczął cedzić:
 -Wiesz dlaczego tu jesteś?
 -Yyy, hmm. Nie wiem...
- Nie przerywaj. Jeśli zadaję pytanie to nie po to żebyś odpowiadał. Znam odpowiedzi na pytania które zadaję i nie czakam na jakikolwiek odzew.
 -Tak. Tak, wiem.
 -Nie przerywaj - dyktator na ułamek sekundy podniósł głos. Armand nie odważy się juz pisnąć.-
 -Taaak - po chwili okropnej ciszy ciągnął dalej - Więc nie podoba ci się. Nie podoba? Co? No powiedz?
 -Nie to...
 -CISZA! -trzaśnięcie w blat ostatecznie uciszyło biednego paplacza - Więc, nie podoba ci się? A co ci się nie podoba? Może źle cię traktuję? Aaa, domyślam się. Chodzi też o tę Szachownicę.. No widzisz Armandzie, jest mi potrzebna ale to przecież nie twoja sprawa. Chyba się rozumiemy. Przykro mi słuchać, że .. ach tak trudno mi to przechodzi przez gardło. Nie, nie wierzę że mógłbyś coś takiego powiedzieć. Ale powiedz, czy naprawdę, tak hipotetycznie tylko, jesteś tak bardzo zawiedziony?
 Armand smętnie wbijał wzrok w nóżki biurka nie próbując już odpowiadać.
 -A może chciałbyś coś zmienić? No powiedz, zamieniam się w słuch. Hmm.. więc nic.. A może...- tu Stakor zawiesił głos i wbił rysi wzrok w matowe już źrenice Armanda - może wolisz porozmiawiać z kimś innym? CO!? Może JA ci już nie wystarczam!?
Ar wyrwany z ogarniającego go otępienia, resztką odpływającej świadomości pojął, że przed NIM nic się nie ukryje. ON wiedział, przeszył go na wylot i WIEDZIAŁ. Resztką woli zmusił się by spojrzeć na twarz Stakora, Ten podniósł pióro i skrzypieniem o papier oznajmił, że wizyta właśnie dobiegła końca. Wyuczony na potrzeby takich chwil automatyzm ruchów skierował najbardziej oddanego pracownika dyktatora ku wyjściu.
 -Drzwi!
 -Co?
 -Drzwi -powtórzyła asystentka ale widząc bladość w jego twarzy wstała i sama zamknęła kajutę dyktatora. Armand powlókł się ku wyjściu.

not L


Kolejne odcinki "Dyktatora 7 wysp" podsyłają kolejni autorzy. Zachowując szacunek dla tekstów literata, publikowana jest także "wersja alternatywna" powieści. Razem piszemy niesamowitą i magiczną historię "Archipelagu siedmiu wysp".



Wszystkie odcinki "Dyktatora siedmiu wysp"

 
* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.

Podziel się
oceń
0
2


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 06 listopada 2012 12:04

    Skomentuję to krótko. DEBILIZM dla DEBILI.

    autor antyRK

  • dodano: 04 listopada 2012 20:28

    Nie politycy krzywdzą ludzi, lecz ludzie ludziom gotują świadomie ciężki los, aby się przypodobać zdolni są do wszystkiego, nie tylko podsłuchiwania, oczerniania i kablowania. Cel publikacji jest oczywisty, komunikat jasny, wyzwala umiejętność kojarzenia faktów, pewnych analogii, odbiór zaś zawsze jest różny, niczym u Kalego, obydwa spojrzenia łączy to samo, czyli punkt widzenia, każdy ma na oku tylko swoje własne ja.

    autor Anna

  • dodano: 04 listopada 2012 17:29

    ja rozumie idee tego pisania ale pamiętajcie że opisywani tu ludzie to nie "politycy" tylko zwykli pracownicy, jakbyście byli w ich skurze inaczej byscie to oceniali, no ale mamy wolnosc słowa, więc... do boju...

    autor f16

  • dodano: 04 listopada 2012 16:53

    Ale z premiera fajnie się jest pośmiać, co nie? Gorzej jak z was się śmieją...

    autor Majewski

  • dodano: 04 listopada 2012 15:10

    Łatwiej krzywdzić, niż cierpieć, potwarz bardziej boli, niż rana ?

    autor ?

  • dodano: 04 listopada 2012 14:57

    Jestem tego samego zdania, co autor f16. Myślałam, że są jakieś granice, ale widocznie się myliłam... Aż strach pomyśleć, co będzie w kolejnych odcinkach.
    Dobrze, panie Turzański, że nie mam nic wspólnego z lokalną polityką bo nie wiem na czyich kolanach mogłabym wylądować w pańskiej "powieści"...

    autor Monika

  • dodano: 04 listopada 2012 14:57

    Zwykle dwóch z trzeciego kpi.

    autor nius

  • dodano: 04 listopada 2012 14:42

    litości, rani ludzi pisanina, obrzydliwiej rani ludzi donoszenie, podsłuchiwanie, plotkowanie, to nie zastanawia, bo rani się ludzi dyplomatycznie.

    autor zdziwiony

  • dodano: 04 listopada 2012 14:35

    Dyktator dotyka wąsa, myśli, czemu ona teraz nie doniosła, nie poradziła, Dyktator wykorzystaj okazję, zrób sobie dobry PR, wykorzystaj występ zespołu Oberschleisen, banery by się przydały, okazja sama daje szansę na poprawę wizerunku, Dyktator długo myśli, jest zadumany, tylko w jednym mogą na nią liczyć, ale taka szansa przepadła .......

    autor mm

  • dodano: 04 listopada 2012 12:00

    mocne, fajna zabawa tylko nikt sie nie zastanowi że rani ludzi... ale co tam, poczytna jest to sie liczy.

    autor f16

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  3 105 622  

O mnie

Krzysztof Turzański

Piekarzanin. Politolog.
Twórca i wydawca
"Przeglądu Piekarskiego"
Społecznik.
Jeden z założycieli
Projektu UMWETU.
Piekarski Radny.

Związałem się z Piekarami Śląskimi, a owocem tego związku stał się wpierw Przegląd Piekarski, a następnie ten blog, na którym przyglądam się wszystkiemu co dzieje się w naszym mieście. Na ile to możliwe - nie tylko opisuję otaczającą mnie i moją rodzinę rzeczywistość, ale staram się także ją kształtować w ramach społecznego projektu UMWETU.

kontakt:
0509-234-972
e-mail: turzanski-pp@o2.pl

O moim bloogu

Ten blog to miejsce, w którym piszę o wszystkim co dzieje się w naszym miescie - Piekarach Śląskich. Od spraw najdrobniejszych, po "wielką politykę". A Państwo swobodnie komentujecie wszystkie wydarze...

więcej...

Ten blog to miejsce, w którym piszę o wszystkim co dzieje się w naszym miescie - Piekarach Śląskich. Od spraw najdrobniejszych, po "wielką politykę". A Państwo swobodnie komentujecie wszystkie wydarzenia i opinie. Blog był eksperymentem, a stał się jedyną w mieście platformą wymiany poglądów, uwag i argumentów w wszelkich interesujących Was sprawach. Wiele osób zaczyna dzień od sprawdzenia co nowego na blogu, a licznik odwiedzin co miesiąc wzrasta o ok. 20 000 odwiedzin. Dziękuję za zaufanie i zapraszam ponownie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3105622
Wpisy
  • liczba: 3273
  • komentarze: 21453
Bloog istnieje od: 3989 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930