Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 470 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

DYKTATOR i prawda

środa, 31 października 2012 8:08
Skocz do komentarzy

 

Wydruk próbny wylądował na biurku Stakora o siódmej rano. Krztur podłożył się modelowo, trzeba było to wykorzystać. Dyktator nie zwykł zostawiać takich rzeczy przypadkowi. Właściwie korciło go, żeby samemu napisać teksty, ale wiedział, że informacja o tym prędzej czy później ujrzałaby światło dzienne. Nie chciał ryzykować, więc ograniczył się jedynie do wydania instrukcji. Teraz oglądał wstępne efekty realizacji zadań. "Gazeta poglądowa" ujęła temat dobrze, ale "Głos Pieśli" zrobił to jeszcze lepiej.
- Pięknie! - szepnął w zachwycie totumfacki przeglądając wydruki - Pięknie!
Z miny dyktatora można było wyczytać, że jest innego zdania.
- Można to zrobić lepiej - stwierdził krótko. Prowadzący oba biuletyny drżąc kulili się w kącie pałacowego gabinetu - Nie prosiłem o zgłębianie tematu, tylko, o krótki i jasny przekaz. Krztur to przestępca! Koniec. Kropka.
- Ale fakty... - próbował oponować Jacszyp.
- Faktami będą się zajmować historycy. Przekaz ma być prosty, jasny i czytelny. Zmienić tytuł, wyrzucić wypowiedź... Ja mam was tego uczyć? Macie zniszczyć gnojka raz na zawsze.
- A pozory? Musimy zachowywać pozory - resztkami sił opierał się naczelny "Gazety poglądowej".
- Zachowuj pozory gdzie indziej - dyktator w krótkich słowach pozbawił szefa gazety resztek godności - tu masz wykonywać polecenia.
Tersza na wszelki wypadek siedziała cicho. Nie wiedziała, czy władca jest zadowolony, bo to własnie ona wywołała temat. Z jednej strony skompromitowała władcę, z drugiej pogrążyła jego rywala. Pytanie tylko, co dla niepodzielnie panującego będzie ważniejsze. Jej lukratywne stanowisko wisiało na włosku, a z nim przyszłość całej rodziny. Akurat dyktator spojrzał na nią surowo. Jakby potrafił czytać w myślach. Zmarszczył brew, ale po chwili westchnął cicho i odpuścił.
- Żadnych zmian. Nie ugniemy się pod przestępczą nagonką opozycji! Nie damy gnidom satysfakcji. Zrobimy taki szum, który zagłuszy sedno sprawy. A w pamięci ludu pozostanie jedno. Krztur to przestępca! Kłamca! Oszust! Manipulant!
Jacszyp poruszył się niespokojnie, ale nie odezwał się ani słowem. Przecież kim on jest, żeby wdawać się z dyktatorem w dyskusje o prawdzie i moralności. Praca może jest podła, ale jest. Wychylać się nie ma sensu. Za to Tersza wyraźnie się ożywiła.
- Mojego syna nazwał złodziejem! Złodziejem! Mężowi odebrał dobre imię i co gorsza powóz. Wreszcie odpowie za nieuzasadnione ataki i szkalowanie mojej nieskazitelnej rodziny - najwyraźniej zaczynała wierzyć we własne słowa.
- Co za hipokrytka - pomyślał Jacszyp, ale przezornie siedział w ciszy i pustym wzrokiem wpatrywał się w przestrzeń - co ja tutaj robię? Jego najbliższa współpracowniczka nie wytrzymała presji, rzuciła tę robotę i opuściła archipelag. Monpac słynęła z tropienia afer podobnych do tej nagłośnionej przez Krztura, a nie ich tuszowania. Nic dziwnego, że nie wytrzymała... Zastąpili ją inni, mniej niezależni, a bardziej spragnieni złota, którym skąpo dzielił dyktator.
- ... społeczeństwo powinno okazać brak akceptacji wobec takich jednostek - kontynuowała monolog Tersza.
Władca archipelagu siedmiu wysp przerwał to wystąpienie niedbałym gestem i skreślił jeszcze kilka słów na próbnych wydrukach.
- Można drukować - przyzwolił łaskawie i zupełnie niezainteresowany już przedstawicielami prasy zajął się swoimi sprawami. Oni zaś w ciszy, nie zwracając na siebie uwagi, opuścili gabinet. Jacszyp z ponurą rezygnacją, Tersza ze złośliwym uśmiechem na twarzy. Za drzwiami nie zamienili nawet jednego słowa. Nie było już nic do dodania.

 

literat
c.d.n

 

Wszystkie odcinki "Dyktatora siedmiu wysp"

 

* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.

Podziel się
oceń
1
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 02 listopada 2012 12:48

    -Nie przerywaj. Jeśli zadaję pytanie to nie po to żebyś odpowiadał. Znam odpowiedzi na pytania które zadaję i nie czakam na jakikolwiek odzew.-
    -Tak. Tak, wiem.-
    -Nie przerywaj.-dyktator na ułamek sekundy podniósł głos. Armand nie odważy się juz pisnąć.-
    -Taaak.-po chwili okropnej ciszy ciągnął dalej- więc nie podoba ci się. Nie podoba? Co? No powiedz?-
    -Nie to..-
    -CISZA!-trzaśnięcie w blat ostatecznie uciszyło biednego paplacza.-Więc, nie podoba ci się? A co ci się nie podoba? Może źle cię traktuję? Aaa, domyślam się. Chodzi też o tę Szachownicę.. No widzisz Armandzie, jest mi potrzebna ale to przecież nie twoja sprawa. Chyba się rozumiemy. Przykro mi słuchać, że .. ach tak trudno mi to przechodzi przez gardło. Nie, nie wierzę że mógłbyś coś takiego powiedzieć. Ale powiedz, czy naprawdę, tak hipotetycznie tylko, jesteś tak bardzo zawiedziony?-
    Armand smętnie wbijał wzrok w nóżki biurka nie próbując już odpowiadać.
    -A może chciałbyś coś zmienić? No powiedz, zamieniam się w słuch. Hmm.. więc nic.. A może..-tu Stakor zawiesił głos i wbił rysi wzrok w matowe już źrenice Armanda-.. może wolisz porozmiawiać z kimś innym? CO!? Może JA ci już nie wystarczam!?-
    Ar wyrwany z ogarniającego go otępienia, resztką odpływającej świadomości pojął, że przed NIM nic się nie ukryje. ON wiedział, przeszył go na wylot i WIEDZIAŁ. Resztką woli zmusił się by spojrzeć na twarz Stakora, Ten podniósł pióro i skrzypieniem o papier oznajmił, że wizyta właśnie dobiegła końca. Wyuczony na potrzeby takich chwil automatyzm ruchów skierował najbardziej oddanego pracownika dyktatora ku wyjściu.
    -Drzwi-
    -Co?-
    -Drzwi-powtórzyła asystentka ale widząc bladość w jego twarzy wstała i sama zamknęła kajutę dyktatora.
    Armand powlókł się ku wyjściu.

    autor not L

  • dodano: 02 listopada 2012 12:47

    Mokra dłoń podniosła w końcu słuchawkę.
    -Stakor. Przyjdź do mnie.- twardy trzask oznajmił koniec zdania. Armand poluzował szalik i zaczął ze świstem łapać powietrze. Zebrał siły i poderwał się w nagłym przypływie euforii. Kilka kartek niechętnie opadało teraz na podłogę a niedopita herbata ogarniała plamą numer Przeglądu archipelagu. Zmiął pośpiesznie gazetę i rzucił do najniższej szuflady biurka. "Działać, bronić, atakować.." myśli kłębiły się w jego głowie wypierając logikę a ustępując emocjom. Bo gdyby tylko udało mu się odwlec tę rozmowę o przynajmniej godzinę, gdyby nie odebrał, uciekł, gdyby wyłączył telefon, gdyby dał sobie czas. Ale on ruszył za szklane drzwi a to oznaczało, że dyktator dostał to czego chciał. Zapach krwi wisiał w powietrzu a wyostrzone zmysły Stakora napędzały już instynkt oprawcy. Asystentki matowym wzrokiem wskazały uchylone drzwi. Ar przełknął ślinę i dotknął pierwszej klamki. Druga, trzecia, czwarta. Podwójne drzwi kajuty dyktatora zatrzymywały nadzieję. Po drodze w kilkunastocentymetrowej śluzie Armand poczuł się nagle nagi i całkowicie bezbronny. Jeszcze dwa małe kroczki, poszukiwanie JEGO oczu i ta obezwładniająca niepewność, co dalej. Siadać, nie siadać, krok do przodu czy stanąć w miejscu, czekać, ale na co.. Zimne skrzypienie pióra rozciągało obrzydliwe oczekiwanie w wieczność. Mijała sekunda za sekundą a Ar skupiał się już tylko na walce z własnymi jelitami. "Niech to się już skończy, niech się skończy, no niech się skończy.." Stakor powoli odłożył pióro i rysie oczka podniosły się na paplacza. Sucha twarz nie zdradzała emocji, a słusznych rozmiarów wąs zdawał się być wyrzeźbiony i nieomal martwy pod kostropatym nosem. Cienkie, zaciśnięte usta trzymały na wodzy słowa którymi dyktrator delektował się w myślach od kilku minut.
    -Dzzzień dobry- Ar wiedział, że cokolwiek zrobi, nie zmieni to jego beznadziejnej sytuacji - Miałem przyjśc.
    Powoli, z wyraźną pogardą, usta dyktatora otworzyły się w prawie niewidzialną szczelinę. Podniesiony wąs starczał teraz ostro przyciętymi końcówkami. Powoli, z wyraźną satysfakcją osiągniętego efektu Stakor zaczął cedzić:
    -Wiesz dlaczego tu jesteś?-
    -Yyy, hmm.. Nie wiem..-

    autor not L

  • dodano: 02 listopada 2012 10:42

    Wszystkie soby sĄ WYMYSLONE

    autor PROSTE ;-)

  • dodano: 01 listopada 2012 20:11

    Tekst kapitalny ,.. Nie zajarzyłem tylko, kto to Marchwiak i Kłopotek

    autor don kichot z manchy

  • dodano: 01 listopada 2012 12:26

    Jeszcze nie wyczaiłem kto Marchwiak, kto Kłopotek. Resztę zakumałem. Poza tym teksty kapitalne

    autor don kichot

  • dodano: 31 października 2012 15:44

    Fakt prawdziwy, Twoje Piekary mają fajną ksywę Trybuna Ludu z poprzedniej epoki.

    autor Jan

  • dodano: 31 października 2012 11:18

    -Mysłałem, że lubisz pracować tutaj. Pracujemy w końcu razem. No, Ar.., Ar.. - Margaw uniósł ręce na wysokość twarzy i dłońmi zaczął wykonywać ruchy podobne do "kosi, kosi łapki".
    -Przesssstań! -wysyczał- Jeszcze ta Szachownica. <Pora by Ci ktoś pomógł> powiedział, tak mi powiedział. A wiesz co ja myślę. Myślę, że to jest drogowskaz. Nic nie znaczę więc nie będzie sentymentu. Wiesz kim jest facet Szachownicy? Wiesz prawda?-
    -Tak wiem, ale..-
    -Nie, drogi Mar, tu nie ma żadnego ale. Ani ja ani ty nie dajemy gwarancji kontaktu z kimś jego pokroju. A co za tym idzie jesteśmy zerami. A ona. Cóż, ona ma to właściwe nazwisko. Dlatego mój drogi Mar, po dwakroć, po dwakroć jestem trupem.-
    Zapadła cisza. W powietrzu wisiały słowa których wypowiedzenie stanowiło by zniszczenie tego świata w którym żyli, który stworzyli, który utrzymywali wykorzystując umiejętnie ulubione przez Stakora działania. Donosili, szkalowali,
    obwawiali, kłamali, łamali prawo. Jak zakazane, nieodwracalne zaklęcia wisiały więc wyryte w niewidzialnym eterze słowa zdrady. Zdrada. Taaak, łatwa i rozwiązująca tyle problemów. Ale kto, kto jest po drugiej stronie? KrzŚWIŃ, nie nawet na sekundę nie. Kłopotek? Boi się własnego cienia, konformista który nie ruszy dupy do chwili wyborów. Może Marchwiak? No, Marchwiaka Stakor się chyba boi. Rzucił go na tylny pokład, a tam mu trudniej nawigować po archipelagu. Tak, coś w tym jest. Zresztą Marchwiak jakiś nerwowy się zrobił ostatnio. Koniecznie muszą z nim
    porozmawiać.
    Za szkłem drzwi do pokoju poruszył się cień postaci. Margaw uświadomił sobie, że cień był tam przez cały czas. Poczuł jak zimny pot występuje mu na skronie. Newrowo syknął w kierunku Armanda wzrokiem wskazując mu drzwi. Ar dostrzegł niebezpieczeństwo. Jednym skokiem znalazł się przy nich i szarpnięciem otworzył na oścież.
    -Jee.. Jeroona. Moje pierniki, zapomniałam zabrać.. Chciałam przynieść..- AnMisa szukała wątku.
    Armand spojrzał na stół. Stał tam talerzyk z piernikami, stał od samego rana.
    -Hmm, kłopocik z pamięcią. Przyniosłaś rano przecież. Ha, ha. Ale nic nie szkodzi. Pierniczki pycha, paluszki lizać. Prawda Mar?-
    -Muszę zadzwonić-skwitowała szybko i obróciła się w kierunku własnego pokoju.
    Paplacz pchnął drzwi które trzasnęły i łopotały jeszcze chwilę wydając dzwięk wzmagający poczucie strachu który wpełzał teraz między futrynami mrożąc umysły.
    -Ciekawe ile słyszała?-
    -Obawiam się, że wszystko- mruknął Margaw.
    W tym samym momencie za szybą drzwi w ułamku sekundy przemknał ten sam cień. "A myślałem, że gorzej nie będzie". Armand odczekał trzy sekundy i cicho wyszedł na załamujący się tu korytarz. W oddali zobaczył jak Anmisa z niezwykłą
    jak na jej warunki prędkością doskakuje do szklanych drzwi gabinetu. Wrócił za biurko i ciężko opadł na fotel. Odczekał kilka chwil łapiąc oddech.
    -Już tam jest- powiedział cicho a w tym samym momencie zadzwonił telefon. Stalowy wyświetlacz wyrzucił złowrogą nazwę. Dzwonił DYKTATOR.

    autor not L

  • dodano: 31 października 2012 11:17

    postać Armanda została wymyślona przez lit.1 (c), dz.

    Armand siedział na kolanach Margawa i oczyma przepełnionymi melancholią wpatrywał się w horyzont przeorany kominami brudnych dachów. "Dlaczego tak się dzieje?" myślał "ciągle gdzieś jestem z tyłu, z boku, robię co mogę a ON tego
    nie docenia..". Delikatne głaskanie po szyi i dmuchnięcia jakimi pieścił go
    przyjaciel tym razem wzbudzały irytację zamiast ukojenia. Nerwowo odepchnął dłoń błądzącą po policzku. Margaw zatroskany zanurzył się w błyszczących oczach mężczyzny który od zawsze był dla niego kimś o wiele więcej, więcej
    niż.. sam nie potrafił tego nawet nazwać.
    -O czym myślisz? - zapytał ostrożnie, odczekawszy chwilę.
    Armand zatopiony we własnych myślach zdawał się nie go słyszeć. Wstał i powoli wyszedł przed biurko za którym siedzieli. Przeszedł wolno kilka kroków, zwinął dłonie w pięści i niskim, charczącym głosem począł wyrzucać cały ogromny żal jaki trawił mu wnętrzności bardziej i bardziej, z roku na rok, z miesiąca na miesiąc, aż doszło do tego, że przetrwanie kolejnego dnia w tej nieznośnej świadomości własnego bytu było niemożliwe.
    -Mar.., Mar.., czy Ty nie rozumiesz? Nie widzisz? Jestem trupem.. Trupem po dwakroć.. Jeśli ta świnia, ten KrzŚWIŃ, wygra wybory..-
    -Nie, to niemożliwe-
    -NIE PRZERYWAJ! Będę skończony. Ale nie to jest najgorsze. Tyle lat, tyle lat.. Jestem najlepszym paplaczem jaki mógł mu się trafić. Nie mam swoich poglądów, nie mam żadnych opinii, nie zatrułem się żadną wizją. Jest tylko jedna prawda, ta którą ON myśli a której ja nadaję formę. Wiesz, że ON teraz nawet nie poprawia, nie skreśla, nie krytykuje? Mar.. moje teksty są idealne. Stakor nie ma bardziej oddanego człowieka, nie ma. Nie może mieć. Czy ja miałem kiedyś wogóle ideały? Sprzedane! I za co!? Za te miske soczewicy!! Ciągle tkwię tutaj, żadnych perspektyw, żadnego awansu. Pieniądze.. Żałosne to wszystko.

    autor not L

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

piątek, 24 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  3 105 678  

O mnie

Krzysztof Turzański

Piekarzanin. Politolog.
Twórca i wydawca
"Przeglądu Piekarskiego"
Społecznik.
Jeden z założycieli
Projektu UMWETU.
Piekarski Radny.

Związałem się z Piekarami Śląskimi, a owocem tego związku stał się wpierw Przegląd Piekarski, a następnie ten blog, na którym przyglądam się wszystkiemu co dzieje się w naszym mieście. Na ile to możliwe - nie tylko opisuję otaczającą mnie i moją rodzinę rzeczywistość, ale staram się także ją kształtować w ramach społecznego projektu UMWETU.

kontakt:
0509-234-972
e-mail: turzanski-pp@o2.pl

O moim bloogu

Ten blog to miejsce, w którym piszę o wszystkim co dzieje się w naszym miescie - Piekarach Śląskich. Od spraw najdrobniejszych, po "wielką politykę". A Państwo swobodnie komentujecie wszystkie wydarze...

więcej...

Ten blog to miejsce, w którym piszę o wszystkim co dzieje się w naszym miescie - Piekarach Śląskich. Od spraw najdrobniejszych, po "wielką politykę". A Państwo swobodnie komentujecie wszystkie wydarzenia i opinie. Blog był eksperymentem, a stał się jedyną w mieście platformą wymiany poglądów, uwag i argumentów w wszelkich interesujących Was sprawach. Wiele osób zaczyna dzień od sprawdzenia co nowego na blogu, a licznik odwiedzin co miesiąc wzrasta o ok. 20 000 odwiedzin. Dziękuję za zaufanie i zapraszam ponownie.

schowaj...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3105678
Wpisy
  • liczba: 3273
  • komentarze: 21453
Bloog istnieje od: 3989 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930